„Nie mam siły do pracy” – czy to normalne, że nienawidzisz pracy? i co ten sygnał chce Ci powiedzieć?
Niektóre zdania wypowiada się szeptem, bo brzmią jak oskarżenie. Nie mam siły do pracy. Nie chce mi się żyć pracą. Czy to normalne, że nienawidzę pracy. Wiele kobiet, z którymi rozmawiam podczas sesji, mówi je z napięciem w gardle, jakby za chwilę miały zostać skarcone za niewdzięczność. A przecież te zdania często nie są buntem. One są informacją. Czasem wręcz ostatnią, zanim ciało i psychika zaczną mówić za Ciebie.
To nie kwestia lubienia pracy. Chodzi o to ile Cię ona kosztuje
Bywa, że z zewnątrz wszystko wygląda poprawnie. Jest stanowisko, są obowiązki, jest kalendarz wypełniony spotkaniami. Jesteś też Ty – kobieta, która dowozi, ogarnia, trzyma pion, pamięta. Tylko że w środku pojawia się uczucie, które trudno nazwać inaczej niż opór. Rano wstajesz i masz wrażenie, że ruszasz pod górę z plecakiem pełnym kamieni. Wracasz do domu, ale praca wraca z Tobą. Zasypiasz zmęczona, a budzisz się bez energii, jakby noc nie była regeneracją, tylko krótką przerwą w biegu. 
W tym miejscu wiele kobiet zadaje pytanie, które boli najbardziej: czy ze mną jest coś nie tak? I często próbuje się naprawić dodatkową dyscypliną. Jeszcze bardziej się spina. Jeszcze mocniej zaciska zęby. Jeszcze wyraźniej udaje, że wszystko jest w porządku.
Tylko że zmęczenie nie zawsze jest kwestią braku silnej woli. Czasem jest kwestią przeciążenia, które trwa zbyt długo. A czasem jest sygnałem, że żyjesz w trybie, który wymaga od Ciebie rezygnacji z siebie.
To nie Twoja wada. To sygnał, że Twój układ nerwowy jest już przeciążony
Światowa Organizacja Zdrowia opisuje wypalenie zawodowe jako zjawisko wynikające z przewlekłego stresu w pracy, z którym nie udało się skutecznie poradzić. Wskazuje też trzy wymiary: wyczerpanie energii, rosnący dystans lub cynizm wobec pracy oraz spadek poczucia skuteczności.
Jedno słowo jest tu kluczowe: przewlekły. Wypalenie nie dzieje się w jeden gorszy tydzień. Ono rośnie wtedy, gdy zbyt długo ignorujesz własne granice, potrzeby i emocje. Gdy przez miesiące powtarzasz sobie, że wytrzymasz jeszcze trochę, jeszcze tylko ten projekt, jeszcze tylko do urlopu. Gdy jesteś odpowiedzialna, pomocna, gotowa nie zawieść – a koszt tej gotowości płaci Twoje ciało.
W pracy z kobietami widzę też coś jeszcze: jak wiele z nas było trenowanych do wytrzymywania. Do bycia miłą. Do dowożenia. Do nieprzeszkadzania. Do stawiania potrzeb innych przed swoimi. I kiedy w końcu pojawia się zdanie: nienawidzę pracy, ono nierzadko nie mówi o samej pracy. Ono mówi o życiu w napięciu. O byciu w roli, w której nie ma miejsca na Ciebie.
Dodam ważne zdanie porządkujące: ten tekst ma charakter psychoedukacyjny i nie zastępuje diagnozy ani leczenia. Ma Ci pomóc lepiej rozumieć sygnały i łagodniej się sobą zająć.
Odpoczywasz a i tak jesteś zmęczona?
Wyobraź sobie, że Twoja energia jest jak bateria w telefonie. Możesz ją doładować w nocy, w weekend, w wakacje. Ale jeśli w tle cały czas działa kilkanaście aplikacji, bateria nie ma szans wrócić do pełna. Tak wygląda codzienność wielu kobiet: obowiązki, wymagania, oczekiwania, presja, odpowiedzialność za atmosferę w zespole i w domu, bycie tą rozsądną, tą ogarniającą, tą, na którą można liczyć. W pewnym momencie system przestaje mieć z czego dawać.
Wtedy pojawia się apatia albo złość. Czasem jedno i drugie. Złość bywa szczególnie wstydliwa, bo w głowie natychmiast włącza się powinność wdzięczności. A jednak złość jest emocją graniczną. Często przychodzi jak strażniczka: informuje, że coś zostało przekroczone. Że jest za dużo. Że jest za długo. Że Twój wewnętrzny świat mówi stop.
W tym miejscu zamiast pytać: co ze mną nie tak, spróbuj zapytać: czego mam już za dużo? Co we mnie woła o ulgę? Co jest nadużywane?
Możesz mieć dobrą pracę i nadal czuć, że masz dość
Są takie mechanizmy, które powtarzają się u kobiet w wieku 30–45 lat, gdy mówią: nie chce mi się żyć pracą. I one nie mają nic wspólnego z lenistwem.
Czasem chodzi o życie w permanentnym pobudzeniu. Nie zawsze widać je na zewnątrz. Bywa ciche: napięte barki, zaciśnięta szczęka, płytki oddech, wieczne zaraz, ciągłe sprawdzanie, czy o czymś nie zapomniałaś. Ten stan potrafi być mylony z ambicją, a bywa przeciążeniem układu nerwowego. Organizm, który długo działa w trybie alarmowym, zaczyna oszczędzać energię. Pojawia się spadek motywacji, trudność w koncentracji, drażliwość. To nie wada charakteru. To fizjologia stresu.
Innym razem źródłem zmęczenia jest konflikt wartości. Możesz wykonywać pracę poprawnie, a jednocześnie mieć poczucie, że coś w niej jest przeciwko Tobie. Być może sprzedajesz rzeczy, w które nie wierzysz. Może Twoja praca wymaga udawania, dopasowywania się, bycia kimś innym. A może kultura organizacyjna premiuje rywalizację, a Ty potrzebujesz współpracy. Możliwe też, że tempo pracy nie ma nic wspólnego z tempem, w jakim realnie funkcjonuje Twoje ciało. Konflikt wartości męczy inaczej niż nadmiar zadań. On męczy od środka. Daje poczucie, że zdradzasz siebie po trochu, każdego dnia. 
Jest też trzeci obraz, bardzo częsty: granice, które nigdy nie były Twoje. Wiele kobiet nie stawia granic nie dlatego, że nie umie, tylko dlatego, że całe życie ćwiczyło strategię przetrwania. Być miłą. Nie robić kłopotu. Zasłużyć. Zapracować. To często idzie w parze z lękiem przed konfliktem i z przekonaniem, że kiedy odmówię, przestaną mnie lubić, a kiedy zwolnię, wszystko się posypie.
Tyle że organizm ma swoje prawa. Możesz ignorować siebie przez długi czas, ale w końcu przychodzą objawy: brak siły, niechęć, cynizm, poczucie bezsensu. I wtedy pytanie czy to normalne, że nienawidzę pracy bywa w istocie pytaniem: czy to normalne, że mam granice i potrzeby. Tak, to normalne. Nienormalne jest życie tak, jakbyś ich nie miała.
Zatrzymaj się na chwilę i sprawdź, o co naprawdę chodzi
W pracy coachingowej lubię podchodzić do objawu jak do wiadomości, a nie jak do wroga. Jeśli Twoje nie mam siły do pracy jest jak mgła, warto nadać mu kontur. Bez oceniania, bez udowadniania sobie dzielności.
Zacznij od prostego zatrzymania: gdzie to czujesz w ciele, gdy myślisz o poniedziałku? U jednej kobiety to ciężar na klatce piersiowej, u innej ścisk w brzuchu, u innej zmęczenie w oczach. Samo zauważenie potrafi przynieść minimalną ulgę, bo przestajesz się od siebie odcinać. Taki sposób zatrzymania jest bliski podejściu focusingowemu: zamiast pędzić, zostajesz przy doświadczeniu, które ma w sobie informację.
Potem przychodzi pytanie, które często zmienia wszystko: czy ja nie mam siły do pracy jako takiej, czy ja nie mam siły do sposobu, w jaki dziś pracuję? Czasem praca jest do uratowania, a do zmiany jest środowisko, zakres, styl, granice, tryb? A czasem do zmiany jest kierunek, bo przez lata byłaś w miejscu, które zjada Twoją energię, zamiast ją wzmacniać.
I jeszcze jedno pytanie, najcichsze, a często najbardziej prawdziwe: co ja tracę, kiedy pracuję tak jak teraz? Czy tracisz sen? Relacje? Zdrowie? Poczucie sensu? Kontakt z ciałem? Radość? Jeśli odpowiedź jest poważna, warto potraktować ją poważnie, a nie zagłuszać kolejną kawą.
To częstsze niż myślisz
Gdy mówisz nie chce mi się żyć pracą, łatwo uwierzyć, że jesteś wyjątkiem. Tymczasem dane pokazują spadek energii i zaangażowania w pracy w skali masowej. Gallup w raporcie „State of the Global Workplace: 2024 Report” podaje, że globalny odsetek zaangażowanych pracowników spadł do 21 procent.
To ważne nie po to, żeby porównywać się z innymi, tylko żeby zobaczyć, że Twoje odczucia nie są kaprysem. WHO podkreśla też, że wypalenie odnosi się do kontekstu zawodowego i jest skutkiem przewlekłego stresu, z którym nie udało się poradzić.
Jeśli więc czujesz wyczerpanie, dystans i spadek poczucia skuteczności, to nie musi być dowód, że jesteś słaba. To może być dowód, że zbyt długo byłaś silna w warunkach, które nie są do utrzymania.
Jeśli w tle pojawiają się myśli o bezsensie życia albo poczucie, że nie dasz rady wytrzymać, proszę potraktuj to priorytetowo i sięgnij po natychmiastowe wsparcie. W Polsce działa bezpłatne Telefoniczne Centrum Wsparcia pod numerem 800 70 2222, z dostępnością 24/7.
Najpierw wróć do siebie, dopiero potem decyduj
W punkcie skrajnego zmęczenia umysł lubi radykalne ruchy: rzucę wszystko, ucieknę, zniknę. Czasem zmiana pracy jest potrzebna, ale często pierwszym krokiem jest odzyskanie kontaktu ze sobą. Bez tego łatwo podejmować decyzje z poziomu alarmu, a nie z poziomu mądrości.
Dobrze działa mała korekta, która bywa zaskakująco mocna: nazwanie tego, co najbardziej obciąża, językiem faktów. Zamiast opowieści o tym, że praca jest okropna, pojawia się konkret: mam codziennie cztery spotkania pod rząd i nie mam przerwy na jedzenie. Zamiast etykiety ludzie są straszni, pojawia się prawda operacyjna: regularnie biorę na siebie zadania, które nie są moje, bo boję się odmówić. Taki opis przestaje być mgłą. Staje się materiałem do zmiany.
Kiedy pojawia się konkret, łatwiej zobaczyć punkt wpływu. Nie rewolucję, tylko jeden, najmniejszy możliwy ruch. Dla jednej kobiety to będzie przerwa między spotkaniami wpisana do kalendarza jak twarde zobowiązanie. Dla innej wyłączenie powiadomień po określonej godzinie. Dla kolejnej jedno zdanie granicy wypowiedziane spokojnie. Granice nie muszą być twarde jak mur. Mogą być jasne jak znak drogowy.
Jest też coś, co wielu kobietom przychodzi najtrudniej: odzyskanie prawa do odpoczynku bez warunków. Nie dopiero po wszystkim. Nie dopiero jak zasłużysz. Odpoczynek jest elementem regeneracji, a nie nagrodą. Jeśli przez lata żyłaś w trybie zasługiwania, w środku może siedzieć strażnik, który mówi: nie wolno. Wtedy warto przyjrzeć się temu głębiej – skąd to jest, komu kiedyś musiałaś udowadniać, że jesteś dobra, ile w Tobie jest lęku przed oceną. Tu właśnie coaching potrafi być uwalniający, bo nie chodzi o szybkie triki, tylko o zmianę wewnętrznego układu sił.
I jeszcze jedno: zanim zaczniesz szukać nowej ścieżki, sprawdź, czy Twoje ciało ma w ogóle zasoby, żeby ją zobaczyć. Czasem kobieta mówi: nie wiem, czego chcę. A prawda brzmi: jestem tak zmęczona, że nie mam dostępu do pragnień. Najpierw wraca energia. Potem wraca kierunek.
Kiedy kręcisz się w kółko i nie możesz złapać punktu oparcia
Jeśli czujesz, że utknęłaś, doszłaś do ściany i kręcisz się w kółko między poczuciem winy a złością, to nie jest moment na samotne zaciskanie zębów. Podczas sesji pomagam kobietom porządkować chaos, rozpoznawać potrzeby, odzyskiwać granice i budować takie życie zawodowe, które nie wymaga codziennego odcinania się od siebie. Pracuję w sposób, który uwzględnia i umysł, i ciało, bo wyczerpanie rzadko bywa wyłącznie w głowie.
Czasem wystarczy jedna sesja, żeby nazwać sedno i odzyskać wpływ. Czasem potrzebny jest proces, bo zmiana granic, nawyków i przekonań wymaga czasu i bezpiecznej, mądrej obecności. Bez presji i bez oceniania, za to z uważnością i konkretem.
Jeśli czytając ten tekst czujesz w sobie myśl: to o mnie, możesz zrobić dla siebie jeden spokojny krok i umówić sesję na stronie agnieszkarapak.pl. Nie po to, żeby natychmiast podejmować wielkie decyzje, tylko po to, żeby odzyskać siebie, zanim Twoje ciało i psychika będą musiały krzyczeć głośniej.
Podsumowanie
Nie mam siły do pracy bywa zdaniem, które ratuje, zanim będzie gorzej. Nie chce mi się żyć pracą często oznacza, że jakaś część Ciebie chce wreszcie żyć także Tobą. A pytanie czy to normalne, że nienawidzę pracy nie jest wstydliwe. Jest uczciwe. Możesz potraktować je jak początek rozmowy z samą sobą o granicach, o wartościach, o zmęczeniu, które nie jest lenistwem, tylko sygnałem przeciążenia. I możesz poszukać wsparcia, które pomoże Ci odzyskać skrzydła w sposób realny, spokojny i mądry.

Holistyczny Coach Odzyskiwania Siebie, Coach Antywypaleniowy, Członek World Association for Positive and Transcultural Psychotherapy (WAPP), Licencjonowany Konsultant Odporności Psychicznej MTQ i Psychoterapii Pozytywnej, praktyk Mindfulness i Compassion Living, pasjonat psychosomatyki, trener mentalny pewności siebie i wykładowca.
Pomogę Ci odzyskać skrzydła po wypaleniu zawodowym i turbulencjach życiowych.
Sesje coachingowe prowadzę Online oraz we Wrocławiu i Zgorzelcu.